Darius - 20 Sty 2008, 06:27
Pelna analogia z tulipanowym szalenstwem z roku 1637. ___________________________________________________ W XVII w. tulipany robiły zawrotną karierę w sztuce, handlu, ogrodnictwie. Dzięki małym cebulkom błyskawicznie powstawały ogromne fortuny. Kulminacją tulipanowej manii był rok 1637, kiedy cebule najcenniejszej odmiany 'Semper Augustus' osiągnęły rekordowe ceny 6 tys. florenów za sztukę, by wkrótce potem spaść do ceny 5 florenów
Hodowano je w Turcji już ponad 1000 lat temu, zaś do Niderlandów roślina przywędrowała w XVI w. Od tego momentu zaczęło się prawdziwe tulipanowe szaleństwo. Za jedną cebulkę kupcy oferowali niewiarygodnie wysokie ceny. Najdroższe były odmiany o dużych, szkarłatnych kwiatach z białymi paskami na płatkach. Jedna taka cebulka osiągała cenę 36 worków pszenicy, 72 worków ryżu, 4 krów, 12 owiec, 8 świń, 2 beczek wina, 4 beczek piwa, 2 brył masła, 2 funtów sera i kubka wykonanego ze szczerego złota.
Tulipanowa gorączka zakończyła się równie gwałtownie, jak się rozpoczęła. Zadecydowała o tym jedna noc 1637 r., kiedy nastąpiło całkowite załamanie handlu cebulkami.
Kiedy imperium Sulejmana Wspaniałego dotarło aż do Wegier, tulipany poznali Europejczycy. Pierwsze holenderskie tulipany zakwitły wiosną 1594 roku. Zasadził je Carolus Clusius, sprawujący pieczę nad ogrodami uniwersyteckimi w Leidzie. Cebulki dał mu Ghislain de Busbecq, ambasador austriackiego cesarza Ferdynanda I na dworze Sulejmana Wspaniałego. Clusius, jeden z najsłynniejszych botaników początku XVII wieku, przeprowadzał badania, krzyżując różne odmiany tulipanów. Któregoś dnia przedmiot jego badań naukowych, będący jednocześnie przedmiotem pożądania wykradziono z ogrodów uniwersyteckich. Wkrótce holenderskie tulipany zaatakował nieznany wirus, ktory powodował, że płatki korony tulipana przybierały niespotykane wcześniej kształty o brzegach postrzępionych i pofałdowanych. Z tej botanicznej patologii wkrótce stworzono zyskowny przemysł.
Wielość odmian, działalność hodowców oraz nieobliczalny wirus stworzyły mnóstwo kombinacji. Inwestycja w zakup cebul tulipanów i późniejsza sprzedaż kwiatów na rynku, stała się wkrótce sposobem na szybkie wzbogacenie się. Cebule sprzedawano najczęściej, gdy były jeszcze w ziemi. Aby stać się bogaczem wystarczyło posadzić je i czekać. Przypominało to loterię - ślepy los mógł obdarzyć nabywce cebulki oryginalnym kwiatem, który mógł mu przynieść ogromny majątek. Rozpowszechniający się tak handel niewidocznymi jeszcze kwiatami nazywano "handlem wietrznym" Sprzedawcy cebul zarabiali nawet do 60.000 florenów miesięcznie (25.500 funtów)! Społeczeństwo opętał szał handlu cebulami tulipanów. Ludzie rezygnowali z dotychczasowej pracy, sprzedawali majątek na zakup cebul. Cebulki stały się obiektem obsesyjnego kolekcjonerstwa. Bogaci mieszczanie pragnęli mieć oryginalny kwiat na wyłączność. Szarlatani obiecywali stworzenie czarnych tulipanów. Cebulka najpiękniejszej i najdroższej odmiany "Semper Augustus", była warta 1200 florenów w 1624 roku, w rok później już 3000 florenów. W 1633 roku trzeba za nią zapłacić 5000 florenów, w 1637 roku - trzy cebule kosztowały 30000 florenów. Dla porównania, dom nad kanałem w Amsterdamie kosztował w tych czasach 10000 florenów. "Jest istotnie piękny, dzięki swojej wyszukanej, a zarazem prostej harmonii barw. Płatki nieskazitelnie białe, wzdłuż płatków przebiegają rubinowe, płomieniste żyłki, na dnie kielicha błękit, jakby odbicie pogodnego nieba" - pisał o nim Zbigniew Herbert w "Martwej naturze z wędzidłem". Niewiel mniej kosztowały "Admirał van Enckhuysen" czy "Generał van Eyck".
Gorączka tulipanowa osiągnęła szczyt 5 lutego 1637 roku. Na aukcji zorganizowanej przez zarządców sierocińca w Alkmaar za egzemplarz Admirała Liefkensa płacono 4 400 guldenów, za Admirała van Enkhuijsena - 5 400, łączne zaś wyniki sprzedaży dziewięćdziesięciu dziewięciu odmian cebulek wyniosły 90 000 guldenów (równowartość dzisiejszych 9 milionów dolarów).
Lokalne władze próbowały zatrzymać to tulipanowe szaleństwo, ale bezskutecznie. Dopóki handel opłacał się, nie było powodu by państwo interweniowało. Tulipanowa hossa nie mogło jednak trwać wiecznie. W końcu w 1637 roku rynek załamał się, kiedy sprzedawcy cebul nie mogli już uzyskać za swoje produkty dotychczasowych, wygórowanych cen. Efekty opisał Herbert: "tysiące zrujnowanych majątków, dziesiątki tysięcy ludzi bez pracy i w dodatku zagrożonych procesami. Niewypłacalność z reguły karana była surowym więzieniem. Tych, którzy lekkomyślnie zaciągnęli pożyczki, były legiony. I wreszcie, czego nie obejmuje żadna statystyka - długa lista niewinnych rodzin, pozbawionych środków egzystencji, dzieci skazane na nędze lub dobroczynność publiczną, złamane kariery meżczyzn, ich zniszczona reputacja i godność".
Tulipomania do dziś przywoływana jest jako przykład psychozy społecznej. Ekonomiści na jej przykładzie ukuli termin "bańka spekulacyjna" określając nim zjawisko, kiedy towar, który podlega spekulacji drożeje w sposób absolutnie irracjonalny. Po krachu Holendrzy nie odwrócili się od tulipanów.
W Europie w XVI w. nieprawdopodobne szaleństwo tulipanowe opanowało trzeźwą, protestancką Holandię, omal nie rujnując tego bogatego kraju. Tulipan był przyczyną afery politycznej i gospodarczej katastrofy. Był okres w holenderskiej historii tulipana, że za jego cebulkę płacono równowartość 2 wozów pszenicy, 4 tłustych wołów i 8 świń, a za cebulkę odmiany Semper Augustus zapłacono bogatym mieszczańskim domem z dworem i rozległym ogrodem, - co nam wiele mówi o naturze ludzkiej, tak skłonnej do egzaltacji i nierozumu zwanego manią. Ten niepozorny, pozbawiony zapachu kwiat (o ile skromniejszy od dumnej róży) był strzeżony i uprawiany na dworach królewskich, owiany mgiełką tajemnicy i pożądania.
Dieter - 20 Sty 2008, 06:37
Slyszalem o tym ale nie zdawalem sobie sprawy z cen jakie frajerzy za to placili. D.
FroimGracz - 20 Sty 2008, 07:29
Jest jednak pewna różnica między tulipanami i monetami NBPu. Tulipany da się rozmnażać, a sokoły i inne monety mają ograniczoną ilość egzemplarzy. Mocno ograniczony jest free float mówiąc językiem giełdowym. Oczywiście balonik numizmatyczny też pęknie, ale raczej zasięg spadków nie będzie mógł być porównywany z tulipanowym krachem. Froim
chiroproktolog - 20 Sty 2008, 07:37
Pelna analogia z tulipanowym szalenstwem z roku 1637.
http://dom.gazeta.pl/ogrody/1,72162,3633737.html
GZ - 20 Sty 2008, 07:47
Polecam całosc: Niezwykłe złudzenia i szaleństwa tłumów - Charles Mackay Szczegolnie tym wszystkim, ktorzy w ostatnim roku mowili, ze "teraz bedzie inaczej" jak i tym, ktorzy dali sie wciagnac w hosse na obligacjach przedwojennych na pocz. 2007, tym ktorzy dali sie wciagnac w hosse monet i wlasciwie we wszystkie spekulacyjne manie :)
do kompletu warto: Księge bessy - J. Rothchilda Szaleństwo, panika, krach, Ch. Kindelbergera Historia Spekulacji finansowych - Chancelora
fatso - 20 Sty 2008, 08:12
Jest jednak pewna różnica między tulipanami i monetami NBPu. Tulipany da się rozmnażać, a sokoły i inne monety mają ograniczoną ilość egzemplarzy. Mocno ograniczony jest free float mówiąc językiem giełdowym. Oczywiście balonik numizmatyczny też pęknie, ale raczej zasięg spadków nie będzie mógł być porównywany z tulipanowym krachem. Froim
Mialem kiedys dom o pare mil od pol tulipanowych. District Poludniowej Holandii mimo ze miesci sie we wschodniej Anglii. To na pamiatke Holendrow co te bagienne tereny osuszyli 200 lat temu. Odbywa sie tam festiwal tulipanow co roku na poczatku czerwca w miasteczku Spalding, parada powozow pieknie umajonych tym kwieciem, krolowa tulipanow itp rozrywki. Setki autobusow pelnych emerytow zjezdzaja sie tam wowczas aby ogladac pola pelne zakwitlych tych kwiatow. Po czym kwiatki zapewne sie scina a cebulki sortuje i ida do sklepow ogroniczych calej Wlk Brytanii i swiata. Sokol i inne monetki to faktycznie juz gigantyczna piramida. Widzialem na Allegro ceny siegajace PLN 3.5K . Oplaci sie juz falszowac. Jedyna rada to dostukac w mennicy panstwowe ze starych sztanc ich wielokrotnosc to owa goraczka tulipanow opadnie. Kto wie czy oni tego juz tam nie robia. Mamy przeciez juz mnostwo swinek, carskich 15 i 10-rublowek perfekcyjnych, o wlasciwej wadze i ilosci karatow kruszcu. Dostukal je nie kto inny ale Jelcyn w rosyjskim banku panstwowym, dla zasilenia kasy kosztemn frajerow. Przeciez car strupialy jest od prawie 100 lat, monet nie powinno przybywac. ja jednak kupowalem na zachodnim rynku perfekcyjne monety, rzekomo pochodzace z norweskiej wysylki carskeij tuz przed Rewolucja i pozniej wywslane do Canada. W chuja robic to my ale nie nas, pomyslalem sobie. Caly zapas koprzystnie sprzedalem, w tym takze do Polski.
fatso
fatso - 20 Sty 2008, 09:16
| Pelna analogia z tulipanowym szalenstwem z roku 1637. http://dom.gazeta.pl/ogrody/1,72162,3633737.html
expert, jest gites geszeft do zrobienia. Patrz sam: http://www.allegro.pl/item296922869_mega_zestaw_monet_dla_kolekcjoner...
ten faciu wyrywa 90 tys zl za 300 polskich monetek dobrego szlifu. Moj pomysl to kupic 100 monet, byle jakich i samemu w domu je doszlifowac na bormaszynce. A lewe kapsle to kazdy prywaciarz za rogiem zalatwi. To lepiej niz to twoje malowanie obrazow. ja kiedys mialem do wyboru przed laty: kupic kopie Kossaka za £350, niejakiego Dryjasa pacykarza bydgoskiego: w desie, ladna rama tylko ze kozak na psie jedzie zamist na koniu. Albo prawdziwy Kossak za £3000 w antykwariacie bydgoskim. Wybralem kopie i chyba dobrze zrobilem. Wiem dzisiaj ze ten stachanowiec Juliusz Kossak li-tylko podpisywal przed wojna swoje obrazki i opylal je po 1000 przedwojennych zlotych, fortuna na owe czasy. Ale to byl madry Zyd, nie sprzedawal 2 albo 3 obrazow tygodniowo, zeby rynku nie zepsuc. Swinskie Ryje tego zmyslu rynku nie maja. Kazdy chce dzisiaj Sokola sprzedac po 300 zl i spierdalac w podskokach. Tylko do tego to trzeba miec kiepele.
fatso
Darius - 20 Sty 2008, 13:40
| Pelna analogia z tulipanowym szalenstwem z roku 1637. | ten faciu wyrywa 90 tys zl za 300 polskich monetek dobrego szlifu. Moj pomysl to kupic 100 monet, byle jakich i samemu w domu je doszlifowac na bormaszynce. A lewe kapsle to kazdy prywaciarz za rogiem zalatwi. To lepiej niz to twoje malowanie obrazow. ja kiedys mialem do wyboru przed laty: kupic kopie Kossaka za Ł350, niejakiego Dryjasa pacykarza bydgoskiego: w desie, ladna rama tylko ze kozak na psie jedzie zamist na koniu. Albo prawdziwy Kossak za Ł3000 w antykwariacie bydgoskim. Wybralem kopie i chyba dobrze zrobilem. Wiem dzisiaj ze ten stachanowiec Juliusz Kossak li-tylko podpisywal przed wojna swoje obrazki i opylal je po 1000 przedwojennych zlotych, fortuna na owe czasy. Ale to byl madry Zyd, nie sprzedawal 2 albo 3 obrazow tygodniowo, zeby rynku nie zepsuc. Swinskie Ryje tego zmyslu rynku nie maja. Kazdy chce dzisiaj Sokola sprzedac po 300 zl i spierdalac w podskokach. Tylko do tego to trzeba miec kiepele.
fatso
Obrazy obrazami, ale tak mysle ze monety mennica moglaby numerowac. Niemcy wymyslili taka forma pobierania oplaty skarbowej. Wydaja naklejana pieczatke i jak ktos zaplaci to pieczatke sobie naklei, a jak nie to nie. Dodatkowo kazda naklejka ma kolejny numer. Przy tych cenach monet, laserowy numerator to nie jest zaden cymes, ani kaprys. W koncu prasa to maszyna i swoje liczniki ma, ale kto wie ile nadgodzin wypracowala i czy zopstanie ponownie uruchomiona. A numer to numer. Majac dostep do netu latwo sprawdzic, czy jest wielu z montami o tym samym numerze. Kossak ta technologia nie dysponowal i pewnie wykorzystywal uczniow, jak i inni wielcy tworcy.\ W Chinach powstaly malarskie manufactury zatrudniajace studentow malatswa i innych rzemi9eslnikow, malujace wszystko na zamowienie, wedlug wzoru, kazda kopie, zamowienia przyjmuja przez internet. W Polsce to sie pojawia pod nazwa obraz olejny, 100 sztuk jednego wzoru. I w zespole jest kilka osob od danej kopii. Jeden maluje niebo, inny zielen, drzewa, jeszcze inny architekture, a ostatni ludzi czy zwierzeta. Waska specjalizacja, wyspecjalizowane narzedzia i dazenie do perfekcji, znane z cechow zegarmistrzowskich.
Przy tak wysokich emnisjach, koszt oznaczania numerem kolejnych monet to grosze, a duze znaczenie dla kolekcjonerow i rynku, bo bardzo latwo poznac ostateczna wielkosc emisji. Laserowy numer moze sie pojawiac na rancie.
fatso - 20 Sty 2008, 15:57
Przy tak wysokich emnisjach, koszt oznaczania numerem kolejnych monet to grosze, a duze znaczenie dla kolekcjonerow i rynku, bo bardzo latwo poznac ostateczna wielkosc emisji. Laserowy numer moze sie pojawiac na rancie.
Laserowe cechowanie medalionow brytyjskich jest znane juz od dluzszego czasu. Ja takie medaliony sprzedawalem na Allegro tlumaczac co dany znak oznacza. Znaczy sie je na brzegu(rancie) jak piszesz i znaki sa tak male ze wymagaja lupy jubilerskiej aby je odczytac. Dodatkowa gwarancja bo przeciez domowa manufaktura co trzaska medaliki z papiezem rzekomo ze srebra na takie cos sobie nie pozwoli. W serii znakow jest jednak wszystko ,a wiec znak zlotnika, lew kroczacy czyli sterling silver, centrum probiercze gdzie cechowano,waga, data cechowania no i nawazniejsze; numer medalionu kolejny/ calosc edycji. takiego musniecia laserem nie da sie podrobic ani sfalszowac. Gdyby wiec teraz wypuscic druga, masowa edycje tego Sokola to oznakowanie go na rancie pozwoliloby go odroznic od pierwszej, rzadkiej edycji. f
Jerry - 20 Sty 2008, 16:12
Sokol i inne monetki to faktycznie juz gigantyczna piramida. Widzialem na Allegro ceny siegajace PLN 3.5K . Oplaci sie juz falszowac. Jedyna rada to dostukac w mennicy panstwowe ze starych sztanc ich wielokrotnosc
Fatso, a ja wlasnie dostalem pocztą "National Notification of NEW Ł5 Coin" po cenie nominalnej 5 funtow. Niestety mam prawo kupic tylko jedna taka monete. Myslisz ze kiedyś dostane za te pamiatkowa monete milion funtow? ;-)
fatso - 20 Sty 2008, 17:33
| Sokol i inne monetki to faktycznie juz gigantyczna piramida. Widzialem na | Allegro ceny siegajace PLN 3.5K . Oplaci sie juz falszowac. Jedyna rada to | dostukac w mennicy panstwowe ze starych sztanc ich wielokrotnosc Fatso, a ja wlasnie dostalem pocztą "National Notification of NEW Ł5 Coin" po cenie nominalnej 5 funtow. Niestety mam prawo kupic tylko jedna taka monete. Myslisz ze kiedyś dostane za te pamiatkowa monete milion funtow? ;-)
Jerry, warto zwrocic uwage na ta cwana metode wyrywania szmalu. Ja tez kupilem pare takich monet 5 funtowych i robi sie to zwyczajnie na poczcie, po cenie nominalnej. Rozdalem pozniej i obdarowane osoby schowaly do skarpety. Moneta kosztuje najwyzej kilkadziesiat penow w produkcji, dobra metoda do sciagniecia inflacji w dol przy pomocy sentymentu do Krolowej. Niedawno kupilem na eBayu fajnego Churchilla na 8 " talerzu. Za jedne 64 funty+ przesylka. Mysle ze ponizej ceny zlomu(talerz zlocony ale dociazony w srodku wiec sprawdzic nie moge). Sek w tym ze frajerzy placili za starego Winstona 135 funtow w 1974 roku, cos jakby 600 funtow dzisiaj. Dobry przyklad aby uwidocznic jak patriota bierze w dupe od wlasnego panstwa. Kochajmy sie jak Polacy ale juz liczmy sie jak Zydzi. fatso
Jan Strybyszewski - 21 Sty 2008, 02:12
Polecam całosc: Niezwykłe złudzenia i szaleństwa tłumów - Charles Mackay Szczegolnie tym wszystkim, ktorzy w ostatnim roku mowili, ze "teraz bedzie inaczej" jak i tym, ktorzy dali sie wciagnac w hosse na obligacjach przedwojennych na pocz. 2007, tym ktorzy dali sie wciagnac w hosse monet i wlasciwie we wszystkie spekulacyjne manie :)
i certyfikaty FIZ nieruchomosci przeplacane niemal o 100% a dzis 20% ponizej realnej wartosci i chetni sie nei zabijaja.
Korzystam z ekspertow grupy i wchodze w KGHM i dlugie na WIG20
Fw: Szaleństwa Mistrza MM i Adwersarzy
ciekawa propozycja, nie powiem (dlugie)
Szalenstwo OFE??
z obserwacji
Duda
Oanda - czy gwarantuje stopy ?
gabber
gwarek;zabrze;97
lek estazolam
isabel coixet
kiedy anuluja sie znizki oc ac
blood the last vampire 2009
fotos tango
3gp zadarmo
oco pytaja orzecznicy przy odwoB3aniu
Przegląd wypowiedzi z for dyskusyjnych ; Strona Główna
|